Wystarczy wspomnieć „zieloną energię”, a pierwsze, co przychodzi na myśl, to dachy pokryte szklanymi panelami. I nie bez powodu. Co jednak, jeśli prawdziwy motor zmian kryje się nie pod płytkami, a w szafie?
Baterie są wielkości walizki. Teraz są bardziej przyjazne dla środowiska niż panele słoneczne. A może i lepiej dla Twojego portfela.
Produkcja energii słonecznej na dachach zdecydowanie rośnie. Ale magazynowanie energii? Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) technologia magazynowania jest najszybciej rozwijającym się sektorem energetyki na świecie. Baterie domowe przeżywają gwałtowny rozwój. Zasilają domy i sprzedają nadwyżkę energii z powrotem do sieci. Najczęściej współpracują z panelami słonecznymi, ale nie zawsze. W obliczu rosnących rachunków za prąd ludzie zaczynają kupować same „cegły”, bez paneli.
Teraz zasady gry się zmieniają. Pojawiają się modele z widelcem. Nie ma potrzeby wzywania elektryka.
To wszystko zmienia, mówi Aine Staffell z Imperial College London. Tanie urządzenia, które można podłączyć do gniazdka równie łatwo jak lampę? To to następna generacja technologii dachowej.
Liczby potwierdzają jego słowa. W ubiegłym roku baterie zainstalowano w ponad 40 000 miejsc w Wielkiej Brytanii – u prywatnych właścicieli domów i małych sklepów. Prawie dwukrotnie więcej niż poprzedni rekord. Spójrz na Energię Ośmiornicy. Od lutego do marca? Liczba instalacji wzrosła dwukrotnie. Konflikt w Iranie zakłócił dostawy energii. Brytyjski regulator podniósł limity cenowe. Ludzie rzucili się, żeby kupić baterie.
W USA liczba instalacji wzrośnie o 75% w 2025 r., mimo spowolnienia rozwoju fotowoltaiki. Niemcy? Jedna na sześć rodzin ma w domu baterię. To ponad 2 miliony sztuk. Chiny i Australia również szybko nabierają tempa.
Ale kryje się tu pułapka finansowa. Zmienne taryfy są surowe.
Akumulator można ładować w ciągu dnia. W nocy koszt energii wynosi kilka pensów. W Wielkiej Brytanii mówimy o 5 pensach za kilowatogodzinę. Tani.
Ale wieczór? W godzinach szczytu od 16:00 do 19:00 opłata wynosi 40 pensów za kilowatogodzinę. Gorące lato? Klimatyzatory włączają się na pełną moc. Ceny skaczą do prawie 50 pensów. Różnica jest kolosalna.
Obecnie system domowy kosztuje właścicieli około 9400 funtów. Poważna kwota.
Octopus zmienia podejście. Ich nowy wbudowany model? Rozmiar pudełka po butach. Przechowuje 2 kilowatogodziny. Wystarczy, żeby lodówka działała kilka dni. Cena poniżej 300 funtów. Pojawi się w 2027 r., jeśli organy regulacyjne wyrażą zgodę.
Phil Steele z Octopus ujął to bez ogródek. Okres zwrotu inwestycji wynosi od dwóch do trzech lat. To powinno sprawić, że decyzja będzie oczywista.
I to pomaga atmosferze.
Baterie zmniejszają obciążenie sieci w godzinach szczytu. Media spalają mniej gazu. W wietrzne, słoneczne dni, gdy zapotrzebowanie jest niskie, sieć działa prawie w 100% bezemisyjnie. Magazynowanie tego nadmiaru jest bardziej korzystne niż wytwarzanie dodatkowej energii, której nikt nie potrzebuje.
W zeszłym roku Wielka Brytania zapłaciła farmom wiatrowym 390 milionów funtów za wyłączenie. Za dużo mocy dla sieci. Straty. Baterie by to wytrzymały. Gdyby połowa domów w Wielkiej Brytanii posiadała baterię o pojemności 5 kilowatogodzin, osiągnęłaby cały cel w zakresie magazynowania energii na rok 2030. Zazwyczaj cel ten osiąga się za pośrednictwem wielkoskalowych sieci przemysłowych.
W miarę jak dominuje energia słoneczna i wiatrowa, równoważenie sieci staje się coraz trudniejsze.
„Teraz energia słoneczna jest zwycięzcą, ale za pięć lat? Baterie wysuną się na pierwszy plan” – mówi Staffell.
Ale potem nadchodzi chwila prawdy. Produkcja.
Produkcja akumulatorów litowo-jonowych zanieczyszcza powietrze. Około 150–200 kg CO2 na kilowat mocy. Jest to równoznaczne z przejechaniem samochodem tysiąca kilometrów.
Aritra Ghosh z Uniwersytetu w Exeter jest zaniepokojona tym długiem węglowym. A zwłaszcza ostatni etap. Baterie wytrzymują być może około dwunastu lat. Infrastruktura do recyklingu? Ledwo istnieje. Już niedługo utoniemy w starych bateriach.
Dekarbonizacja chińskiego przemysłu ciężkiego może zmniejszyć jego ślad węglowy. Teraz nie jesteśmy nawet blisko tego marzenia.
Więc czekamy. Czystsze fabryki. Tanie modele do zabudowy. Stabilizacja sieci. Albo jego dalszą destabilizację.
Co będzie dla nas priorytetem?
