Jak SMS-y ujawniły obecność małży Mariana na północnym wschodzie

18

Małże Mariana (małże manilskie) oficjalnie zapuściły korzenie na atlantyckim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Nowe badanie potwierdza obecność populacji lęgowych tego inwazyjnego gatunku w porcie bostońskim i w pobliżu Provincetown. Nie było to wielkie odkrycie kojarzone z wyprawami głębinowymi. Wszystko zaczęło się od SMS-a.

Teoretycznie te mięczaki tu nie pasują.

Północny wschód był ostatnim dużym regionem, w którym nie zadomowiły się jeszcze w ramach swojej dystrybucji na półkuli północnej. Ta luka jest już zamknięta. Badanie opublikowane w czasopiśmie Biological Invasions dokumentuje specyficzny i delikatny moment w biologii: moment, w którym gatunek przestaje dryfować i zaczyna się osiedlać.

Wiadomość tekstowa, która rozpoczęła dochodzenie

Al Ferniquez Hartsold, absolwent zajmujący się oceną gatunków inwazyjnych, przesłał zdjęcie latem 2015 r. Hartsold uczestniczył w warsztatach na temat różnorodności biologicznej międzypływowej na wyspie Spectacle Island z biologiem morskim Eli Putnamem.

Hartsold zauważył zlew, który nie spełniał lokalnych przepisów. Wyglądało jak muszla mięczaka Mariana (Ruditapes philippinarum ). Putnam nie był pewien. Boston Harbor to ruchliwe miejsce. Gromadzą się tam śmieci. Wyrzucona przynęta również tam trafia.

Putnowie potrzebowali dowodu, że nie były to tylko resztki obiadu. Potrzebowała żywych okazów. Szczególnie młodzi.

Carolina Bastidas z MIT Sea Grant dołączyła do poszukiwań na brzegu. W ciągu kilku godzin znaleźli skorupiaki. Nie były to tylko martwe muszle, ale dowód rozprzestrzeniania się wirusa, na który od lat zwracali uwagę lokalni kolekcjonerzy skorupiaków.

Na Cape Cod zespół Owena Nicholsa śledził podobne raporty. Miejscowi nazywają je „dziwnymi małżami” co najmniej od 2013 roku. Pojawiły się w pobliżu Provincetown i w innych rozproszonych lokalizacjach. Różne trasy. Różne dane.

James T. Carlton to zmienił. Carlton, profesor Williams College i wiodący ekspert w dziedzinie gatunków inwazyjnych, dostrzegł potencjał w obu zbiorach danych. Nie tylko zaproponował współpracę. Dał bezpośrednie rozkazy zespołowi Putnam-Bastidas.

„Znajdź mi trochę żywych małży”.

Szukaj dowodów reprodukcji

Carlton potrzebował dowodów na to, że gatunek się ustabilizował. Kilka muszli wyrzuconych na brzeg nic nie znaczy podczas przypływu. Populacja, która się rozmnaża, to inna sprawa. Oznacza to, że nie tylko przybędą; pozostają.

Zespoły zmieniły taktykę. Patrzyli poza powierzchnię. Kopali.

Squaw w Quincy. Park Kalfa Pastura. Próbkowanie selektywne. Metoda jest stara, ale zadziałała. Godziny kopania przyniosły dziesiątki małych, żywych mięczaków.

Rozmiar miał znaczenie. Młode okazy potwierdziły niedawną hodowlę.

W międzyczasie grupa Nicholsa badała próbki z Cape Cod. Znaleźli samice mięczaków z wyraźnymi oznakami aktywności rozrodczej. Nie była to przypadkowa anomalia. To samo zachowanie zaobserwowano w dwóch różnych lokalizacjach na tym samym wybrzeżu. Widok utknął.

„Zdałem sobie sprawę, że to wspaniała okazja” – zauważył Carlton. Naukowcy mogli złapać ten gatunek w połowie imigracji. To rzadko zdarza się w biologii. Zwykle ponosisz konsekwencje lub nie dostajesz nic. Czas tutaj był idealny.

Bastidas podkreślił, że bez istniejących wcześniej sieci szybkiej oceny ten moment zostałby przeoczony. „W przypadku takich wysiłków cenna jest współpraca” – stwierdziła. Posiadanie obserwatorów w terenie poszukujących konkretnych znaków pozwoliło im zidentyfikować populację od razu po jej ustabilizowaniu się.

Dlaczego małże Mariana są teraz ważne

Małże Mariana są towarem globalnym. Przynoszą około 7 miliardów dolarów rocznie. Są hodowane i łowione na wolności od wybrzeża Pacyfiku w Ameryce Północnej po Japonię i Chiny.

Ich rozprzestrzenianie się było zarówno zamierzone, jak i przypadkowe. Wysyłka wody balastowej. Wypuszczenie z akwariów. Transport wraz z zasobami skorupiaków. Dobrze przystosowują się do zimnych wód o umiarkowanym klimacie. To sprawia, że ​​północno-zachodni Atlantyk jest środowiskiem nadającym się do zamieszkania.

Ale inwazyjność nie jest czystą etykietą. To zmiana w ekologii.

Te skorupiaki konkurują z rodzimymi skorupiakami. Zmieniają środowisko dna morskiego. Mogą krzyżować się z blisko spokrewnionymi gatunkami, potencjalnie osłabiając pulę genową gatunków lokalnych. Brzmi źle. I może to prawda.

Z drugiej strony może to być dobre dla niektórych drapieżników. Kraby. Ptaki morskie. Szopy. Jeśli małże Mariana stanowią tanie i obfite źródło pożywienia, część presji drapieżników przenosi się z gatunków rodzimych, takich jak małże softshell. Na przykład zielone kraby uwielbiają muszle piasku. Jeśli małże Mariany odniosą skutek, miejscowa ludność może przetrwać lepiej. Nie znamy jeszcze skali wpływu.

Nieznany koszt inwazji

Wiemy, że tu są. Wiemy, że się rozmnażają. Co dalej? Nieznany.

Naukowcy mapują obecnie zasięg infekcji. Czy się rozprzestrzeniają? Jak szybko? Czy zakłóciją komercyjne łowiska, które od dziesięcioleci opierają się na wschodniej muszli?

„Odkrycie gatunku to dopiero początek” – powiedział Putnam. Określenie interakcji z lokalnymi ekosystemami jest trudniejszą częścią. Czy ten mięczak stanie się niewielkim elementem zatok i ujść rzek? Albo dominującą siłę kształtującą otoczenie?

Dane terenowe sugerują, że nie planują odejść w najbliższej przyszłości. W północnych wodach nie ma też naturalnych drapieżników, które kontrolowałyby ich liczebność, tak jak ma to miejsce w Azji czy na wybrzeżu Pacyfiku.

W tej chwili „dziwne mięczaki” mają naukową nazwę. Ich obecność jest potwierdzona na Atlantyku. Pozostała część historii wciąż jest pisana w błocie i przypływie.