Cykl 27 milionów lat: dlaczego katastrofy na Ziemi nie są przypadkowe

5

Ziemia ma swój własny rytm. Powolne, głębokie i czasami śmiertelne.

Masowe wymieranie. Oceany dławią się z powodu braku tlenu. Pożary wulkanów, topnienie kontynentów.

Jeśli przyjrzysz się uważnie zapisowi geologicznemu, chaos zacznie tworzyć wzór. To jest rytm. Puls.

Przez dziesięciolecia pomysł ten odrzucano jako szum statystyczny lub wytwór wyobraźni tych, którzy szukali porządku w ziemi i kamieniach. Jednak nowa analiza pokazuje, że puls jest prawdziwy. A jego okres wynosi około 27,5 miliona lat.

Czy istnieje ukryty cykl geologiczny trwający 27,5 miliona lat?

Debata nie jest nowa. Sięgają lat 80. XX wieku, kiedy badacze po raz pierwszy zauważyli, że zdarzenia masowego wymierania zwykle łączą się w jedną całość. W tamtym czasie ten wzór był kontrowersyjny. Debata trwa nadal.

Jednak nowe dane opublikowane w czasopiśmie Evolving Earth nadają starej hipotezie nową wagę.

Michael Rampino, geolog z New York University, dokonał przeglądu dostępnych danych. Przyjrzał się nie tylko wymarłym gatunkom. Studiował wszystko.

Jego zbiór danych obejmuje 260 milionów lat historii geologicznej. Prześledził 89 najważniejszych wydarzeń. Należą do nich masowe wymieranie oceanów, wahania poziomu mórz, a nawet tempo rozprzestrzeniania się dna morskiego.

Wynik? Wyraźnie wyłania się dominująca okresowość.

Dwadzieścia siedem i pół miliona lat.

Hałas zawiera również słabsze cykle wtórne trwające około 8,9 miliona lat. Ale sygnał z 27,5 miliona lat staje się głównym.

Nie oznacza to, że jedna katastrofa powoduje drugą. Oznacza to, że różne systemy ziemskie – wulkanizm, klimat, biologia – reagują na ten sam głęboki czynnik napędzający. Cyklicznie. Nieubłaganie.

„Chociaż te idee wciąż znajdują się poza głównym nurtem… mogą być pierwszym krokiem w kierunku ważnego przełomu koncepcyjnego w naukach o Ziemi”.

Co sprawia, że ​​Ziemia pulsuje co 27 ​​milionów lat?

Jeśli Ziemia pulsuje, co ją pompuje?

Nie ma jednej odpowiedzi. Istnieją tylko wiarygodne mechanizmy. I wszystkie są trudne do udowodnienia.

Głęboka dynamika podłoża

Zacznijmy od płaszcza. Wnętrze Ziemi wrze od prądów konwekcyjnych. Porusza się niesamowicie powoli. Ale to się porusza.

Okresowe zmiany konwekcji płaszcza mogą powodować powstawanie pióropuszów płaszcza. Pióropusze te powodują erupcje bazaltów kontynentalnych, wpływają na tektonikę płyt i tworzą góry.

Jeśli impuls pochodzi z głębi planety, rozchodzi się na zewnątrz falami. Przez skorupę ziemską. Przez oceany. W klimacie.

Waga wody i lodu

Obciążenia powierzchniowe również mają znaczenie.

Zmiany orbity Ziemi zmieniają rozkład lodu i wody na całym świecie. Masywne lodowce zwiększają wagę kontynentów. Oceany redystrybuują ten ładunek.

Ten zmieniający się ciężar powoduje mikronaprężenia w skorupie i górnym płaszczu. To jak naciśnięcie balonu. Stres może wpływać na aktywność tektoniczną. Potrafią obudzić wulkany.

Wpływ Galaktyczny

Albo spójrz na to, co jest poza naszą atmosferą.

Układ Słoneczny nie kręci się tylko wokół centrum Drogi Mlecznej. Oscyluje także w górę i w dół względem płaszczyzny galaktycznej.

Czas tych pionowych przejść podejrzanie zbiega się z głównymi wstrząsami Ziemi.

Dlaczego to jest ważne?

Przejście przez gęstą płaszczyznę galaktyki może zakłócić grawitacyjnie komety. To wysyła strumienie obiektów do Układu Słonecznego. Następują uderzenia asteroid.

Rampino zauważa, że ​​chociaż zdarzenia uderzeniowe nie były częścią jego analizy statystycznej 89 zdarzeń, czas powstania największych kraterów na Ziemi zasadniczo pokrywa się z okresem 27,5 miliona lat.

To nie jest „palenie z bronią w ręku” (niepodważalny dowód). To mocny sygnał.

Hipoteza ciemnej materii

Następnie pojawia się najbardziej spekulacyjny pomysł ze wszystkich.

Jeśli ciemna materia koncentruje się w pobliżu płaszczyzny środkowej galaktyki, Ziemia może przez nią przejść podczas pionowych przejść.

Cząsteczki ciemnej materii mogą gromadzić się wewnątrz planety. Po unicestwieniu wydzielają ciepło.

To wewnętrzne ogrzewanie może wpływać na aktywność geologiczną w skali milionów lat.

Bezpośredni dowód? Nic. To pozostaje hipotezą. „A co jeśli…”, które nie pozwala teoretykom zasnąć.

Dlaczego ten wzór jest teraz ważny

Znajdowanie okresowych wzorców w głębokim czasie jest procesem chaotycznym.

Zapis geologiczny jest niekompletny. Im dalej w przeszłość, tym mniej dokładne stają się daty. Metody statystyczne mogą czasami tworzyć cykle, które nie istnieją.

Jednak w analizie Rampino nie wykorzystano przestarzałych skal czasowych. Zastosował współczesne daty geologiczne. Stosował rygorystyczne metody statystyczne.

Cykl 27,5 miliona lat został zachowany.

Wytrzymał dziesięciolecia udoskonalania danych. Wytrzymał sceptycyzm. Wytrzymało ekspansję zbiorów danych.

Jeśli wzór jest prawidłowy, nasze zrozumienie historii planet wymaga przepisania.

Katastrofy nie będą już odosobnionymi wypadkami. Staną się one powtarzającymi się fazami długoterminowego cyklu. Powstałe w wyniku procesów zachodzących w głębi Ziemi, obciążeń powierzchniowych lub geografii galaktyki.

Podważa to ogólnie przyjęty pogląd, że zapis geologiczny jest w dużej mierze stochastyczny. Losowy. Nieobliczalny.

Zamiast tego zakłada, że ​​planeta ma pamięć. Planeta, która reaguje na głębokie siły przez dziesiątki milionów lat.

Debata trwa

Społeczność głównego nurtu geologów pozostaje ostrożna.

Pomysł stoi w sprzeczności z ogólnie przyjętymi interpretacjami historii Ziemi. Oznacza to trudny do zrozumienia poziom koordynacji między systemami biologicznymi, geologicznymi i astronomicznymi.

Ale korelacja jest uparta.

W miarę pojawiania się nowych danych nie pojawia się pytanie, czy cykl istnieje. Pytanie brzmi, dlaczego istnieje.

Czy to jest konwekcja płaszczowa?
Czy to są pływy galaktyczne?
Czy jest to połączenie wszystkich trzech?

Być może nie widzimy jeszcze pełnego obrazu. Mechanizmy są nadal kontrowersyjne. Dowody, choć przekonujące, nie są rozstrzygające.

Ale puls istnieje.

Musimy tylko słuchać wystarczająco uważnie, aby to usłyszeć.

Jeśli przyszłe badania potwierdzą ten rytm, będziemy postrzegać Ziemię nie jako przypadkową scenę katastrofy, ale jako system zaangażowany w wielki, powolny taniec ze swoim wewnętrznym światem i kosmicznym otoczeniem.

Ta perspektywa zdecydowanie umieszcza naszą planetę w głębszym, bardziej wzajemnie powiązanym kontekście.

I pojawia się ostatnie, dręczące pytanie: jeśli katastrofy na Ziemi mają charakter cykliczny, jaki będzie następny cios?