Kto właściwie nadał statuetce Oscara nazwę?

11

Ten mały złoty człowieczek nie ma oficjalnego imienia. Cóż, technicznie rzecz biorąc, tak. Ale nikt go tak nie nazywa.

Nazywamy go Oscarem.

To najsłynniejszy pseudonim w Hollywood. Wszyscy tego używają. Nawet sama Akademia obsługuje teraz tę nazwę. Ale skąd to się wzięło? Nie ma jednej, niezaprzeczalnej historii pochodzenia. Zamiast tego istnieją trzy konkurencyjne wersje, z których każda jest poparta opinią konkretnej osoby, która mocno wierzy w swoją rację.

Teoria Bette Davis: czy tyłek jej męża zapoczątkował pseudonim?

Bette Davis nie lubiła owijać w bawełnę i zdecydowanie nie wahała się przypisać sobie zasługi za nazwanie nagrody.

Historia jest następująca: Davis przyjrzał się figurce, zwłaszcza tylnej części jej podstawy. Pomyślała, że ​​przypomina tyłek jej drugiego męża, aktora Harmona Oscara Nelsona. Powiedziała to na głos. Imię utkwiło w pokoju. To się rozprzestrzeniło.

„Wyglądało jak tyłek mojego męża.”

To dość przybliżona historia powstania tak dopracowanej ceremonii. Ale Davis była znana ze swojego ostrego języka. Twierdziła, że ​​nazwę wymyśliła w latach trzydziestych XX wieku. To pasuje do jej wizerunku. Pogrubiony. Bezpośredni. Żadnych przeprosin.

Sidney Skolsky: felietonista pragnący uznania

A oto Sidney Skolski.

Był felietonistą „Los Angeles Times”. W tym czasie media drukowane były na szczycie. Jeśli Skolsky to napisał, ludzie to czytają. Twierdził, że jako pierwszy użył w druku słowa „Oscar”.

Jego logika? Zobaczył posąg i pomyślał, że przypomina jego wuja Oscara. Użył tego nazwiska w felietonie wkrótce po przyznaniu nagród w 1934 roku. Chciał, aby opinia publiczna wiedziała, że ​​to on zapoczątkował ten trend.

W tym miejscu sprawy stają się mylące. Czy on to wymyślił? A może po prostu go spopularyzował? Skolsky upierał się, że nadał nagrodzie przydomek. O to uznanie walczył do samego końca.

Margaret Herrick: Cicha obserwacja bibliotekarza

Trzecia wersja pochodzi zza murów Akademii. Margaret Herrick była bibliotekarką Akademii. Później została dyrektorem wykonawczym.

Zobaczyła figurkę. Pomyślała, że ​​wygląda jak jej wujek Oscar. Plotka głosi, że powiedziała to komuś w biurze.

Jaka jest tutaj różnica? Nie krzyczała o tym z trybun. Nie napisała felietonu. Po prostu to powiedziała. W pomieszczeniu pełnym ludzi, którzy prawdopodobnie to powtórzyli.

Kto więc ma rację?

Nikt nie wie tego na pewno.

Akademia nigdy oficjalnie nie faworyzowała jednego źródła zamiast drugiego. Przyznają całą trójkę. To remis.

  • Bette Davis widziała podobieństwa ze swoim mężem.
  • Sidney Skolsky opublikował to jako pierwszy (przynajmniej tak twierdzi).
  • Margaret Herrick wspomniała o swoim wujku.

Wszystkie trzy zdarzenia miały miejsce mniej więcej w tym samym czasie. W latach 30. XX wieku. Pseudonim utknął, ponieważ jest krótszy niż „Nagroda za wybitne zasługi akademickie”. Ludzie lubią krótkie słowa. Lubią wewnętrzne żarty.

Która teoria wydaje Ci się najprawdziwsza?

Davis jest najbardziej dramatyczny. Skolski jest najbardziej udokumentowany drukiem. Herrick jest najbardziej wiarygodny w środowisku biurowym.

Teraz nie ma to już większego znaczenia. Nazwa jest mocno ugruntowana